Ubezpieczenie nieruchomości w praktyce – czego najczęściej żałują poszkodowani?

Redakcja

13 maja, 2025

Ubezpieczenie nieruchomości to temat, który wydaje się prosty do momentu, w którym wydarzy się coś naprawdę poważnego. Pożar, zalanie, gradobicie czy wichura – dopiero w obliczu szkody zaczynamy zadawać sobie pytania, na które powinniśmy odpowiedzieć dużo wcześniej: „Czy moja polisa rzeczywiście to obejmuje?”, „Czy suma ubezpieczenia wystarczy?”, „Dlaczego wypłacono mi mniej, niż myślałem?”. I właśnie wtedy, w momencie największego stresu, zderzamy się z rzeczywistością, która nie zawsze jest po naszej stronie.

W tym artykule przyglądamy się najczęstszym błędom i niedopatrzeniom, których żałują właściciele domów i mieszkań po wystąpieniu szkody. To głos osób, które przeszły przez proces zgłaszania roszczenia, kontaktu z ubezpieczycielem i walki o odszkodowanie – a dziś chcą przestrzec innych. To również okazja, by uczyć się na cudzych doświadczeniach i przygotować swoją polisę tak, by działała nie tylko w teorii, ale i w praktyce.

Zbyt niska suma ubezpieczenia – czyli dom za pół ceny

Jednym z najczęstszych błędów jest zaniżenie wartości nieruchomości przy zawieraniu umowy. Wielu właścicieli zgadza się na propozycję ubezpieczyciela lub wpisuje wartość orientacyjną sprzed kilku lat, nie aktualizując jej mimo wzrostu cen materiałów budowlanych czy wykończenia. W efekcie, kiedy dochodzi do szkody całkowitej – np. pożaru, który niszczy dom – wypłacone odszkodowanie pokrywa tylko część kosztów odbudowy.

Osoby, które przeszły przez taki scenariusz, podkreślają, że żałują braku corocznej aktualizacji polisy i niedoszacowania wartości nieruchomości. W dzisiejszych realiach, przy inflacji i rosnących kosztach usług budowlanych, polisa sprzed kilku lat może być po prostu nieadekwatna. A to oznacza jedno: problem i konieczność finansowania odbudowy z własnej kieszeni.

Brak rozszerzeń o zdarzenia losowe – „myślałem, że to standard”

Wielu klientów zakłada, że skoro ubezpieczenie nieruchomości obejmuje „zdarzenia losowe”, to automatycznie chroni ich przed wszystkim, co nieprzewidywalne. Tymczasem rzeczywistość OWU (Ogólnych Warunków Ubezpieczenia) jest znacznie bardziej skomplikowana.

Po silnej wichurze, która zniszczyła dach, poszkodowany dowiaduje się, że ochrona działa dopiero od 75 km/h – a lokalna stacja meteorologiczna odnotowała 72 km/h. Po ulewnych deszczach i zalaniu piwnicy okazuje się, że polisa nie obejmuje opadów nawalnych. A po gradobiciu, które uszkodziło elewację, klient słyszy, że jego wariant nie zawiera ochrony od gradu, bo „nie był potrzebny”.

I właśnie wtedy pojawia się żal – że przy zawieraniu umowy zabrakło pytania: co dokładnie obejmuje polisa? Czy są wyłączenia? Czy konieczne są dodatkowe pakiety? Jak pokazuje doświadczenie wielu właścicieli, te „drobiazgi” mogą zadecydować o tym, czy w razie katastrofy otrzymasz realną pomoc – czy jedynie uprzejmą odmowę.

Brak ochrony dla elementów zewnętrznych – płot, taras, fotowoltaika

Nieruchomość to nie tylko ściany i dach – to również wszystko, co znajduje się na działce i wokół budynku. W ostatnich latach coraz więcej osób instaluje fotowoltaikę, buduje altany, tarasy, montuje kosztowne ogrodzenia i bramy. Tymczasem bardzo często te elementy nie są objęte ochroną w podstawowym wariancie polisy.

Dopiero po wichurze, która zdemoluje ogrodzenie lub gradzie niszczącym panele PV, okazuje się, że ubezpieczenie dotyczyło tylko „budynku głównego”. I że konieczne było rozszerzenie o tzw. mienie ruchome lub elementy stałe na posesji.

To właśnie jeden z częstszych tematów poruszanych przez osoby, które przeżyły podobną sytuację. I jedno z najważniejszych ostrzeżeń: nie zakładaj, że wszystko jest oczywiste. Czytaj dokładnie zakres ochrony – lub, jeszcze lepiej, skonsultuj go z niezależnym doradcą.

Nieuwzględnienie kosztów wyposażenia – „bo przecież to nie aż tyle”

Przy wycenie wartości domu wiele osób skupia się na samym budynku – a zupełnie pomija jego wyposażenie. Tymczasem nowoczesna kuchnia, sprzęt AGD i RTV, meble na wymiar, dokumenty, komputery, ubrania – to wszystko również może zostać zniszczone lub uszkodzone w wyniku pożaru, zalania czy włamania.

Po szkodzie często okazuje się, że poszkodowani zaniżyli wartość wyposażenia lub nie wykupili odpowiedniego rozszerzenia polisy. I że wypłata pokrywa tylko ułamek strat. Warto więc pamiętać, że ubezpieczenie murów to jedno, a ubezpieczenie mienia ruchomego – drugie. A razem tworzą realną ochronę.

Więcej na temat tego, dlaczego warto zabezpieczyć się szerzej – również od pożaru i klęsk żywiołowych – przeczytasz tutaj: https://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-czy-warto-ubezpieczyc-dom-od-pozaru-i-klesk-zywiolowych,nId,7962883

To materiał, który dobrze pokazuje różnice między „minimalną ochroną” a realnym bezpieczeństwem.

Podsumowanie: polisa działa wtedy, gdy została dobrze przygotowana

Największy błąd, jaki popełnia wielu właścicieli nieruchomości, to traktowanie ubezpieczenia jako formalności – dokumentu, który „trzeba mieć”, ale o którym myśli się dopiero po szkodzie. Tymczasem polisa to narzędzie, które może uratować domowy budżet, dać poczucie bezpieczeństwa i pozwolić szybko wrócić do normalności.

Warunkiem jest jednak świadomość, co dokładnie obejmuje, co należy dopisać, co rozszerzyć i ile wynosi realna wartość majątku. Bo lepiej zapłacić kilkadziesiąt złotych więcej rocznie – niż zostać z kilkudziesięcioma tysiącami strat, które nikt nie pokryje.

Artykuł zewnętrzny.

Polecane: